Pod Łabskim Szczytem

Marzenia się spełniają 🙂 Zamarzyło nam się spać w schronisku pod Łabskim Szczytem i zwiedzać jego okolice, i oto, zaledwie miesiąc później jesteśmy i chłoniemy klimat każdym porem skóry. Pogoda lepsza, światło magiczne, tylko czasu mało, ale nie można mieć wszystkiego i należy cieszyć się tym, czym obdarowuje nas los.

Lubimy zaprzyjaźniać się z wszelkiej maści zwierzyńcem, więc i tym razem nie mogło zabraknąć bratania się z sierściuchami 🙂

DSC_1767

W tym świetle schronisko wygląda jeszcze piękniej…

DSC_1775

Dosłownie parę kroków dzieli schronisko Pod Łabskim Szczytem od tajemniczej budowli, która okazuje się być radiowo-telewizyjną stacją przekaźnikową.

DSC_1778

DSC_1781

Widok piękny, nieprawdaż. Nie sądziliśmy, że widoczny na zdjęciu szlak, aż tak da nam się we znaki. W końcowym rozrachunku jednak warto było go pokonać 😀

DSC_1786

May the Force be with you Luke 😉

DSC_1794

Jak dobrze być zdobywcą 🙂

DSC_1820

Mistrzowie drugiego planu trafiają się w najmniej oczekiwanych momentach

DSC_1841

A co misie lubią najbardziej…

DSC_1850

Długi czerwcowy

W długi weekend czerwcowy zawitaliśmy do Szklarskiej Poręby, a następnie Karpacza. Jednakże nie były to cele naszej wyprawy. Tam jedynie zostawiliśmy samochód, by objuczeni ciężkimi plecakami wspiąć się do karkonoskich schronisk.

Pierwszego dnia, od razu po przyjeździe, zaraz po wdrapaniu się z plecakami do miejsca pierwszego noclegu pomaszerowaliśmy na szlak i oto co zobaczyliśmy 😉

DSC_1575

Wiadomo, szlaki same się nie zbudują. A w drodze powrotnej natknęliśmy się na miejsce, w którym zamarzyło nam się kiedyś przenocować – Schronisko Pod Łabskim Szczytem.

DSC_1589

Następnego dnia opuściliśmy rejon Szklarskiej Poręby i pojechaliśmy do Karpacza. Marsz w góry zapoczątkował krótki postój na podziwianie świątyni Wang. Czyż nie jest piękna?

DSC_1611

Tuż przed miejscem docelowym przysiedliśmy w gościnnych progach Samotni, by się najeść, napoić i nasycić oczy widokami…

DSC_1615

W Strzesze Akademickiej moją uwagę przykuł niezwykłej urody piec kaflowy.

DSC_1627

Resztę dni pobytu w Karkonoszach spędziliśmy w okolicy Strzechy Akademickiej.

Nowy przyjaciel, zakochał się w nas od pierwszego kęsa naszego śniadania 😉

DSC_1631

Za to ta dziewczynka nas nie polubiła, zwłaszcza, gdy jej tata oddał nam ich miejsca, ponieważ już wychodzili…

DSC_1640

Panorama na stronę czeską rozciągająca się z podejścia na Śnieżkę

DSC_1649_stitch

Strzecha Akademicka

DSC_1675

Śnieżka i „ufo” na jej szczycie

DSC_1726

Samotnia

DSC_1734

DSC_1737

Berlin – targowisko różności

Zdjęcia wykonane podczas zwiedzania Berlina i poszukiwania tajskiej restauracji 🙂

Przecudny pojazd jednej z firm pocztowych operujących w Berlinie.

DSC_1340

Bibeloty przed sklepem z chińskimi gadżetami

DSC_1352

Zabytkowe BMW z dedykacją dla Arka 🙂 Deska rozdzielcza tego cuda była wykonana z litego drewna.

DSC_1358

DSC_1359_stitch

A to już cudo, które powstało po drugiej stronie muru.

DSC_1365

DSC_1376

DSC_1382

DSC_1388

DSC_1393

Dość popularnym środkiem transportu w Berlinie są rowery, często też można natknąć się na riksze.

DSC_1399

DSC_1400

DSC_1402

Wycieczkowicze na segwayach 😉

DSC_1404

DSC_1410

Holenderski wieczór panieński. Kobitki dość wcześnie rozpoczęły imprezę 😉

DSC_1416

DSC_1418

DSC_1419

Symbol Berlina w sklepie „mydło i powidło”

DSC_1422

DSC_1425

Wreszcie dotarliśmy do tajskiej restauracji, gdzie oprócz spożycia wyśmienitych dań mieliśmy okazję być świadkami jak obsługa zaprosiła do środka mnichów, którzy odprawili jakieś modlitewne rytuały.

DSC_1426

DSC_1429

Podejrzane w sklepach i sklepowych witrynach.

DSC_1430

DSC_1431

„Pippi Langstrumpf” zrobiła karczemną awanturę na środku ulicy, a później strzeliła focha. Mina gościa bezcenna, zdaje się mówić „Ale o so kuwa chozi?” 😉

DSC_1432

I wreszcie bardzo popularny w Berlinie środek transportu.

DSC_1440

Berlińskie spotkania z kulturą :)

Ponoć każdy, kto choć trochę interesuje się fotografią i wybiera się do Berlina powinien odwiedzić tam dwa miejsca. Pierwszym z nich jest galeria fotografii Camera Work goszcząca w swych progach największe sławy fotografii. Trafiliśmy tam akurat na wystawę Patrick’a Demarchelier (nie znam go, ale zdjęcia piękne). W drugiej kolejności trzeba skierować swoje kroki do muzeum fotografii. Udało nam się tam zobaczyć ekspozycję poświęconą kontrowersyjnemu Helmutowi Newtonowi.

Jedna z prac Patrick’a Demarchelier, Pani chyba nie trzeba przedstawiać nikomu 🙂

DSC_1332

Po obejrzeniu byliśmy lekko wygłodniali, gdyż wystawa składała się z dość niewielkiej liczby fotografii. Ale co zrobić, darmowa to nie można za bardzo wybrzydzać. Tym bardziej, że zdjęcia naprawdę robiły duże wrażenie 🙂

DSC_1334

DSC_1336

Następnie wyruszyliśmy na poszukiwanie wspomnianego wyżej muzeum fotografii. Jednakże pomyliliśmy drogę i trafiliśmy na nasz prawdziwy i zarazem główny cel tej wyprawy, czyli budkę z currywurst 😀 Tam Jacek popisał się doskonałą niemczyzną, a my „zdecydowaniem” jak kobiety w ciąży, czym rozbawiliśmy kolejkowiczów 😉

DSC_1344

DSC_1345

Zaspokoiwszy pierwszy głód udaliśmy się do muzeum fotografii. W drodze powrotnej każdy sprawdzał w mijanych witrynach, czy erotyka sącząca się z prac Newtona za bardzo nie potargała naszych ciuszków 😉

DSC_1367

DSC_1368

 

W lustrzanych odbiciach wszystko jawiło się ok, więc udaliśmy się na dalsze, już kompletnie luźne zwiedzanie berlińskich fyrtli.

DSC_1375

DSC_1401

DSC_1405

W końcu trafiliśmy na coś, co tygryski lubią najbardziej, a mianowicie sklep z kategorii „mydło i powidło”. Tutaj proste, plastikowe pudełko potrafiło spowodować wybuch wielkiej radości 😀

– Ja tej, popatrz jakie fajoskie!

DSC_1420

– A widziałeś to,  muszę to mieć! Kup mi, kup mi, kup, kup!

DSC_1421

 

A niebo piekłem się stanie w mgnieniu oka…